Burzliwe dzieje zamku. Na początku należy zaznaczyć, że w Małopolsce nad Jeziorem Czorsztyńskim wznosi się malowniczo na wzgórzu zamek Dunajec w Niedzicy. W tym tekście mowa o zamku na Mazurach, w Nidzicy. Twierdza w Nidzicy jest jednym z najbardziej imponujących zamków krzyżackich w Polsce. Jego budowa rozpoczęła się w 1370 roku.
Zamek 1. 34-441 Niedzica. Województwo woj. małopolskie. Tel: (+48 18) 262 94 89, Tel/Fax: (+48 18) 262 94 80, 262 94 73. Email: shniedzica@wp.pl. Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Culture.pl to serwis informujący o najważniejszych zjawiskach i tendencjach w kulturze polskiej oraz o wydarzeniach
Obecnie na terenie zamku można zwiedzać zamek, a także wozownię i spichlerz. Zespół Zamkowy w Niedzicy jest otwarty dla turystów od wtorku do niedzieli w godz. 9:00-16:00. Bilety są dostępne w cenach 23 zł (normalny) i 17 zł (ulgowy) i uprawniają do zwiedzania zamku i wozowni.
Nie mogliśmy nie wspomnieć najbardziej nawiedzonego zamku w całej Polsce i choć jednej z tamtejszych legend. Na moście prowadzącym do zamku błąka się mnóstwo duchów. Legenda o nich sięga aż 1719 roku, kiedy to drewniany most zawalił się w momencie, gdy szedł po nim kondukt żałobny.
Zamek w Niedzicy. Na zamku w Niedzicy rzekomo zjawia się Biała Dama, duch inkaskiej księżniczki, niegdyś zamieszkującej posiadłość, która została w niej zasztyletowana. Co jakiś czas dama nawiedza dziedziniec przed kaplicą - miejsce swojej śmierci - a dowodem na jej obecność są nagłe podmuchy zimnego wiatru.
Tajemnicza historia z Niedzicy. Środa, 15 lipca 2015 (16:59) Czy skarb Inków mógł być ukryty w rejonie zamku w Niedzicy? Dokumenty i relacje wskazują na to, że w XVIII wieku przywieźli go
. Świat Kościół Wiara Inteligentne Życie Po godzinach Czytelnia Blogi Magazyn Wideo Magazyn 2020-04 Zamek w Niedzicy Do tej pory w ramach naszego projektu odwiedzaliśmy zabytkowe świątynie. W ramach Tygodnia Akademii Orange zawitamy do niezwykłego miejsca - na zamek w Niedzicy, malowniczo położony nad Jeziorem Czorsztyńskim i poprowadzimy tam specjalne warsztaty zabytkoznawcze, w czasie których będzie można spotkać nie tylko Mona Lisę na hulajnodze ale i... prawdziwe duchy. Udział w zajęciach wezmą: Dnia 30 05 2012 godz. 9:00 - Gimnazjum Łapsze Niżne godz. 10:45 - Szkoła Podstawowa (klasy 4-6) Łapsze Wyżne godz. 11:30 - Liceum Niedzica Dnia 31 05 2012 godz. 9:00 - Szkoła Podstawowa Łapszanka (klasy 4-6) godz. 10:45 - Szkoła Podstawowa Trybsz (klasy 4-6) godz. 11 30 - Szkoła Podstawowa Kacwin (klasy 4-6) Tworzymy dla Ciebie Tu możesz nas wesprzeć. Tematy w artykule Więcej w: DEONcafe Rekomendowane dla Ciebie / Polecane artykuły
Skarby historycznego państwa z Ameryki Południowej spoczywają w jednym z zamków na terenie Małopolski? To bardzo prawdopodobna teoria. Tropy prowadzą w dwa miejsca: do zamku Tropsztyn nad Jeziorem Czchowskim oraz do zamku w Niedzicy nad Jeziorem Czorsztyńskim. Zobaczcie niesamowitą legendę, która może mieć wiele wspólnego z o inkaskiej księżniczce oraz jej skarbie, który wciąż może się znajdować gdzieś w Małopolsce to jedna z najbardziej znanych legend, występująca w naszym regionie. Jak to możliwe, że lwia część majątu Inków znalazła schronienie tysiące kilometrów od "domu"?Początki tej historii sięgają XVIII wieku. Wówczas to pochodzący z wegierskiej rodziny wielki awanturnik, baron Sebastian Berzewiczy, po zawodzie miłosnym, wyjechał w świat w celu ukojenia swojej duszy, jak również ratowania życia przed gniewem arystokracji, która nie była zadowolona z faktu, że wdał się w romans z panną wyżej urodzoną od siebie. Najpierw trafił do Indii, a następnie był częścią załogi statku korsarskiego, skąd trafił do Peru. Tam poznał Indiankę (księżniczkę jednego z plemion), którą poślubił. Owocem ich małżeństwa była dziewczynka - Umina. Zamek w Niedzicy Adam WojnarNiestety dla mieszkańców zachodniej części Ameryki Południowej był to czas najazdów hiszpańskich konkwistadorów, którzy nie dość, że chcieli podporządkować sobie tamte tereny, to również zagrabić wszelkie majątki. Umina poślubiła Andreasa Tupaca Amaru II - ostatniego potomka króla Inków, Tupaca Amaru -, ktory stanął na czele powstania antyhiszpańskiego, zakończonego rzezią inkaskiej arystokracji. Berzewiczy, chcąc ratować siebie i rodzinę (a także pokaźny skarb), zdecydował się na ucieczkę z Peru. Zabrał Uminę wraz z mężem i wywiózł do Europy. Poczatkowo osiedlili się w Wenecji, gdzie Umina urodziła syna - Unkasa. Niestety sielanka nie trwała długo. Mąż Uminy został zamordowany z rąk Hiszpanów. Umina wraz z synem i ojcem znów musieli w Niedzicy Wojciech Matusik Schronienie znaleźli w węgierskim zamku w Niedzicy. Rezydujący tam ród Paloczych przyjął ich z otwartymi ramionami. Niestety fatum wciąż wisiało nad rodziną Berzewiczego. Pewnego dnia, pod jego nieobecność, zamek stał się celem zamaskowanych napastników, którymi okazali się hiszpańscy konkwistadorzy. Chcieli oni "dokończyć dzieła" i zamordować ostatniego potomka inkaskiego rodu królewskiego. Przed niechybną śmiercią Unkasa uratowała służba, która w ostatniej chwili ukryła go w bezpiecznym miejscu. Hiszpanie, rozgniewani niemożnością znalezienia Unkasa, w przypływie gniewu zamordowali jednak Uminę. W tym miejscu dochodzimy do pierwszej legendy. Zgodnie z nią, zrospaczony Sebastian Berzewiczy pochował swoją córkę gdzieś w zamku, a wraz z nią cały inkaski skarb. Jednak ani miejsca spoczynku Uminy, ani skarbu nikt nie odnalazł. Istnieje także teoria mówiąca, że Umina nie mogła zostać pochowana w zamku, gdyż nie była katoliczką. W związku z tym trumnę z jej ciałem wraz z kosztownościami zakopano w okolicznych zamku w Niedzicy Adam WojnarBerzewiczy nie chcąc, by wnuk wpadł w ręce konkwistadorów, postanowił oddać go do adopcji swojemu bratankowi - Wacławowi Beneszowi, który był wpływowym magnatem i właścicielem zamku Krumłów na Morawach. W obecności delegacji Inków, która niespodziewanie przybyła do Niedzicy, został sporządzony akt adopcyjny, który miał pełnić też funkcję Unkas (przyjął takie imię po adopcji), będący jedynym oficjalnym spadkobiercą inkaskiego skarbu, nie interesował się zbytnio tym tematem. Podobnie było z jego potomkami, którym sam zakazał zajmowaniem się tym tematem. Sprawa inkaskiego złota poszła w zapomnienie. Trwało to aż do XX wieku. Zamek Tropsztyn wikipedia / Tomasz BieniasWówczas Andrzej Benasz, wicemarszałek Sejmu PRL zaczął się interesować historią własnej rodziny. W 1946 roku w archiwach kościoła św. Krzyża w Krakowie odnalazł łaciński przekład testamentu. Po jego dokładnej analizie, a także odnalezieniu wskazówek, Benesz znalazł w zamku w Niedzicy wersję testametnu, sporządzoną w indiańskim piśmie węzełkowym (kipu). Wysłał ją do Peru, w celu odkodowania. Wówczas wyszło, że trop do skarbu miał nie prowadzić do niedzickiego zamku, a oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów zamku Tropsztyn. Po wielu staraniach, w końcu w 1970 roku Beneszowi udało się odkupić zamek, by dalej prowadzić poszukiwania złota. Niestety nie dokończył swoich poszukiwań, gdyż w 1976 roku zginął w wypadku samochodowym. Stało się to przyczynkiem do tworzenia spiskowych teorii, w myśl których skarb miał być objęty klątwą - ten, kto go będzie szukał, miał ta legenda jest prawdziwa? Tego nie wiadomo. Warto jednak przyjrzeć się pewnym nieścisłościom, które w niej występują. Pierwszą kwestią, która rzuca się w oczy jest fakt, że nie ma żadnego dokumentu, który by w jakikolwiek sposób potwierdzał prawdziwość legendy. Andrzej Benesz był właściwie jedyną osobą, która widziała rzekomy oryginał aktu adopcyjnego Unkasa. Nigdzie nie ma także wzmianki potwierdzającej znalezioną tubę z w zamku Tropsztyn wikipedia / Tomasz BieniasPo drugie, jak podają eksperci, indiańskie kipu zawsze było tworzone z wełny. Tymczasem znalezione w Niedzicy było wykonane z rzemyków. Dodatkowo w XVIII wieku prawdopodobieństwo, że ktoś posiadał umiejętności tworzenia indiańskiego pusma węzełkowego jest niemal równa zeru, gdyż wszyscy zostali wymordowani. Po trzecie istnieje spore prawdopodobieństwo, że Sebastian Berzewiczy... nigdy nie istniał. Linia rodowa Berzewiczych wygasła na długo przed domniemanymi urodzinami Sebastiana. Ponadto studiując historyczne zapiski, w tym rodzie nikt nie nosił imienia Sebastian. Podobnie rzecz miała wyglądać z Uminą. Przypuszcza się, że legendę o Sebastianie i skarbie Inków wymyślił ojciec wicemarszałka Andrzeja Benasza - Ernest, co miało wiązać się z tym, iż w XIX wieku modne było kreowanie historii o ludziach z niskich warstw społecznych, którzy się Tropsztyn Jakub SajdakA jaka jest Wasza opinia? Czy ta legenda jest prawdziwa i rzeczywiście w Małopolsce faktcznie ukryty jest skarb Inków, czy stoicie na stanowisku, że Berzewiczy nigdy nie istniał i historia nie jest prawidziwa? Dajcie nam znać!Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera
Materiały prasoweHalloween świętuje się w wielu krajach na świecie w wieczór 31 października. Głównym symbolem Halloween jest wydrążona i podświetlona od środka dynia z wyszczerbionymi zębami. Inne popularne motywy to duchy, czarownice, demony, wampiry, zombie czy trupie się wzięło Halloween?Paznokcie na Halloween nie muszą być upiorne. Mogą być eleganckie i dyskretne Ozdoby i dekoracje DIY na Halloween. Jak zrobić samodzielnie?Materiały prasowe1/10 Zamek w OgrodzieńcuSpektakularne położenie na szczycie najwyższego wzniesienia Jury Krakowsko-Częstochowskiej, potężne mury o łącznej długości ponad 400 m, strzeliste baszty wznoszące się wysoko nad zieloną okolicę, wapienne skały o fantazyjnych kształtach wkomponowane w zamkowy system obronny, a do tego ponura legenda o krwawym kasztelanie Warszyckim, który ponoć po dziś dzień strzeże swych włości (i ukrytych tam skarbów) pod postacią piekielnego czarnego psa. Oto najsłynniejsze nawiedzone ruiny w naszym kraju w całej okazałości. Okoliczni mieszkańcy zdecydowanie odradzają wizyty w pobliżu zamku w księżycowe noce. Utrzymują też, że nawet największe psy uciekają stamtąd z podwiniętymi ogonami, a konie za nic w świecie nie chcą przekroczyć zamkowej bramy, mimo iż trawa na dziedzińcu potrafi być naprawdę soczysta. Ale trudno się dziwić, skoro spotkanie ze Stanisławem Warszyckim, który władał Ogrodzieńcem w XVII wieku już za jego życia nie należało do przyjemności. Według historycznych przekazów kasztelan uwielbiał torturować swoich poddanych i zawsze sam osobiście stawiał się na miejscu kaźni, czerpiąc ogromną przyjemność z napawania się ludzkim cierpieniem. Nie oszczędzał nawet najbliższych. Jedną za swych żon kazał wychłostać na oczach tłumu, a drugą zamurował żywcem w wieży, po czym całość wysadził w powietrze. Nie dał też córce ani grosza na posag, preferując ukrycie kosztowności gdzieś na terenie zamku. Wszystkie te zbrodnie i bezeceństwa doprowadziły w końcu do tego, że jeszcze za życia został porwany do piekła – a teraz nocami powraca jako wielki czarny pies z płonącymi oczami, który ciągnie za sobą stalowy łańcuch. Jeśli więc usłyszycie nocą jakieś dziwne pobrzękiwanie, lepiej od razu brać nogi za prasowe2/10 Las w WitkowicachPamiętacie głośny film „Blair Witch Project”, opowiadający o grupie młodych ludzi, którzy przepadli bez śladu w lesie, zostawiając po sobie tylko zagadkową taśmę wideo? W Polsce również mamy podobną historię – i podobne miejsce. To niewielki, ale wyjątkowo ponury las w podkrakowskich Witkowicach. Mieszkający w pobliżu ludzie opowiadają, że od wieków przyciągał samobójców, a liczba wisielców na kilometr kwadratowy zdecydowanie przewyższała średnią krajową. Prawdziwy horror wydarzył się tam jednak całkiem niedawno, bo w październiku 2001 r. Grupa dziewięciu studentów wybrała się wówczas do lasu na ognisko z okazji rozpoczęcia roku akademickiego. Gdy następnego dnia żaden z nich nie wrócił do domu, rozpoczęto poszukiwania, które jednak nie przyniosły jakichkolwiek rezultatów. Po imprezowiczach słuch zaginął i po dziś dzień nie wiadomo, co ich spotkało. Co więcej, miejscowa policja usiłowała zamieść sprawę pod dywan, bagatelizując całą sytuację. Mówi się, że znaleziono aparat fotograficzny jednej z ofiar, ale do końca nie wiadomo, co zawierał. Wiadomo zaś, że witkowicki las stał się miejscem prawdziwych pielgrzymek tropicieli tajemnic i badaczy zjawisk paranormalnych. Zdaniem tych ostatnich, przed wiekami mieściło się tu pogańskie miejsce kultu, w którym czczono jakieś nieznane, okrutne bóstwo. Komu nie brak odwagi, może poszukać prawdy na własną rękę…Materiały prasowe3/10 Zamek CzochaStudnia Niewiernych Żon, łoże małżeńskie z zapadnią w reprezentacyjnej sypialni, lochy z małym okienkiem wysoko na ścianie zamiast wejścia – i bez żadnego wyjścia. To zaledwie część makabrycznych atrakcji, które czekają na śmiałków w tym najbardziej fotogenicznym (a zdaniem wielu osób również najbardziej przerażającym) polskim zamku. Zamek Czocha w Górach Izerskich powstał w połowie XIII w. z rozkazu króla czeskiego Wacława I. Przez kolejne stulecia był świadkiem licznych oblężeń, krwawych porachunków oraz straszliwych zbrodni. Ich ofiary ponoć po dziś dzień snują się zamkowymi korytarzami, domagając się sprawiedliwości. Ze studni na dziedzińcu słychać lament, a kto będzie na tyle odważny, by tam zajrzeć, może ujrzeć upiorne oblicze pięknej kobiety. Według miejscowych legend aż trzy nieposłuszne niewiasty zakończyły tu żywot z ręki zdradzanych mężów. Najsłynniejsza z nich jest bez wątpienia Ulrike von Nostitz, która podczas nieobecności małżonka zaszła w ciążę z innym. Nie tylko skończyła marnie na dnie studni, ale też jej nowo narodzone dziecko zostało zamurowane w kominku – turyści zwiedzający zamek wielokrotnie przyznawali, że słyszeli dochodzący stamtąd płacz niemowlęcia. Jednak zamek nie był przyjaznym miejscem nie tylko dla nieposłusznych żon, ale również dla kochanek. Nikt nie wie, ile młodych nałożnic wpadło do lochów przez zapadnię w łóżku, by nie wydać niewiernych dżentelmenów. Tajemnicze kobiece zjawy w komnatach nie powinny więc nikogo dziwić. A to wciąż nie wszystko – gdy w 1719 r. przez most nad fosą przechodził kondukt żałobny, drewniana konstrukcja załamała się, zabijając kilkadziesiąt osób. Ich ubrane na czarno duchy to zwykle ostatnia rzecz, jaką widzą przerażeni śmiałkowie, opuszczając w pośpiechu upiorną Rzuwig - Praca własna, CC BY Szpital psychiatryczny w OwińskachFani horrorów zgodnie przyznają, że zarówno szpitale psychiatryczne, jak i klasztory to prawdziwe wylęgarnie nieczystych sił. Opuszczony kompleks w Owińskach 15 km od Poznania w przeszłości był jednym i drugim. Najpierw rezydowali tu cystersi, zaś w 1838 r. otwarto pierwszą w Wielkopolsce klinikę dla osób cierpiących na choroby psychiczne. I pewnie nie byłoby w tym nic szczególnie wartego uwagi, gdyby nie tragiczne wydarzenia z czasów II wojny światowej, gdy hitlerowcy zajęli placówkę i wymordowali wszystkich znajdujących się tu pacjentów, łącznie z dziećmi – w sumie ponad 1100 osób. Od tamtego czasu miejsce uznawane jest za przeklęte, a od 1993 r., gdy ostatecznie zamknięto urządzony tu po wojnie młodzieżowy zakład wychowawczy, stoi puste, budząc grozę wśród okolicznych mieszkańców. Skarżą się oni na dobiegający z wnętrza płacz dzieci, błyskające w oknach dziwne światła oraz… nieustannie przepalające się żarówki w pobliskich domach. Podobno wszystkie te zjawiska nasilają się w listopadzie, w rocznicę makabrycznej egzekucji. Jednak nawet bez udziału gości z zaświatów budynek szpitala idealnie nadaje się na scenografię do filmu grozy, a opuszczone wnętrza potrafią napędzić stracha nawet prawdziwym Dakorps - Praca własna, CC BY-SA Zamek w RynieDuchy wcale nie muszą być wredne, podstępne i złośliwe. Biała Dama nawiedzająca XIV-wieczny mazurski zamek, w którym dziś mieści się luksusowy hotel, jest zjawą ze wszech miar przyjazną. Ponoć ukazuje się tylko mężczyznom, i to takim, którzy zagubili się gdzieś w zamkowych korytarzach. Uprzejmie wskazuje im drogę do wyjścia, prosząc przy okazji o odnalezienie jej dzieci, które też gdzieś się tu błąkają… Ryński duch to nikt inny jak księżna Anna, żona księcia litewskiego Witolda, który walczył pod Grunwaldem u boku Władysława Jagiełły – i zajmuje centralne miejsce na słynnym obrazie Jana Matejki. Otóż mało kto wspomina, że jeszcze tuż przed bitwą Witold planował zdradzić polskiego króla i przejść na stronę Krzyżaków. Przybył do Rynu właśnie po to, by dobić targu z zakonem. A na potwierdzenie swych intencji zostawił tu żonę i dzieci. Gdy w trakcie walk okazało się, że litewski władca pozostał jednak do końca wierny Jagielle, rozwścieczeni Krzyżacy w ramach odwetu nakazali Annę i dzieci zamurować żywcem w lochach. Podobno gdy archeolodzy prowadzili badania w najstarszej części zamku, natrafili na trzy tajemnicze wnęki. Czy poprowadziła ich tam ryńska Biała Dama we własnej osobie – nie prasowe6/10 Babia GóraPodobno powstała z kupy kamieni, którą pewna olbrzymka wysypała ongiś przed chałupą. Dlatego do dziś nazywa się Babią Górą. Ale są też tacy, co mówią na nią Diablak albo Kapryśnica. Bo nigdzie indziej w Polsce pogoda nie zmienia się równie szybko. A i diabelskich pułapek na nieostrożnych wędrowców nie brakuje. Na przestrzeni lat zanotowano tu wyjątkowo dużo nieszczęśliwych wypadków, a zdaniem co bardziej zabobonnych okolicznych mieszkańców w babiogórskich lasach mieszka „coś”, co wodzi na manowce nawet doświadczonych piechurów. Jedni mówią o skrzatach, inni o czarnym koniu rozpływającym się w powietrzu, ale może to po prostu mgła, która spowija ten najwyższy szczyt polskich Beskidów wyjątkowo często. Prasłowianie wierzyli, że to siedziba boga zła i wojny, znanego jako Czarnobóg. W późniejszych czasach pojawiły się natomiast legendy o sabatach czarownic i czarodziejskich orgiach na wierzchołku. To oczywiście tylko legendy. Jak jednak wyjaśnić, że w 1963 r. przy pięknej pogodzie i idealnej widoczności rozbił się tu helikopter? A sześć lat później w oddaloną o zaledwie parę kilometrów Policę uderzył samolot pasażerski lecący z Warszawy do Krakowa, który, nie wiedzieć czemu, zboczył z kursu? Pogoda znów była dobra, zaś technicznych usterek nie stwierdzono. Być może to tylko niefortunne zbiegi okoliczności, a Diablak tak naprawdę niczym nie różni się od okolicznych szczytów. Ale... kto prasowe7/10 Willa w GdańskuNiszczejąca perła gdańskiego neorenesansu, spektakularna, tajemnicza i nawiedzona – tak w kilku słowach określić można zrujnowaną willę przy ulicy Sobótki. Ponoć wzgórze, na którym stoi – w przeszłości osłonięte od świata i światła gąszczem tajemniczej fauny – szczególnie upodobały sobie czarownice. To tu, w scenerii grzęzawisk i labiryntu leśnych ścieżek, miały rzekomo odprawiać tajemne rytuały, a na jednym z kamieni górujących na szczycie wzgórza oddawać się demonom. Nie wiadomo na pewno, czym był kamień węgielny pod budowę budynku, jednak pewne jest, że żaden z jego właścicieli na dłużej nie zagrzał tu miejsca. Na początku ubiegłego stulecia (ok. 1925 roku) posiadłość nabył zarząd wolnomularzy Gdańska i Sopotu, by pod stylowymi kasetonami zdobionymi intarsją organizować regularne spotkania Loży Trzech Sal. Willę loży masońskiej przejął następnie gdański oddział TVP, by opuścić ją na początku XXI wieku. Choć za dnia wnętrza zrujnowanego obiektu świecą pustkami, ponoć nocą rozbłyskują feerią demonicznych barw i prasowe8/10 Zamek w NiedzicyCo może być bardziej przerażającego od starego zamczyska, które owiane jest mroczną historią? Zamczysko, w którym straszy! Nie raz zwiedzający słynny zamek w Niedzicy widzieli na dziedzińcu tajemniczą Białą Damę. Postać ta pojawia się ponoć zawsze po zmroku, w szumie wichru i biada temu, kto ją ujrzy. Według miejscowych legend to duch pół-Indianki Uminy, zamordowanej razem z mężem przy wejściu do kaplicy w Niedzicy. Po dziś dzień jej duch, ubrany w białe szaty, błąka się nocami po zamkowym dziedzińcu. A skąd się właściwie wzięła pół-Indianka w średniowiecznej warowni w Pieninach? Jak się okazuje, bratanek inkaskiego władcy, Tupaca Amaru II, i jedyny prawowity dziedzic andyjskiego imperium, ożenił się z córką węgierskiego arystokraty, którego rodzina była podówczas w posiadaniu niedzickiej twierdzy. Pod koniec XVIII w. potomkowie Tupaca, w tym właśnie Umina, postanowili przewieźć tu skarby peruwiańskich Inków – twierdza wyglądała bowiem na świetną kryjówkę przed hiszpańskimi prześladowcami. O skarbach słuch zaginął na długie lata – dopiero po drugiej wojnie światowej odnaleziono w zamku tajemniczy dokument zapisany starożytnym pismem węzełkowym ”kipu”, który miał wskazywać miejsce ukrycia prasowe9/10 Zamek w ŁańcucieBiałą Damę można też spotkać w łańcuckim zamku. Był on oczkiem w głowie Izabelli z Czartoryskich Lubomirskiej, żony wielkiego koronnego księcia Stanisława Lubomirskiego, która przekształciła zamek zbudowany 100 lat wcześniej, w 1642 roku, w zespół pałacowo-parkowy. Przez lata pałac świetnie prosperował, a księżna dokładała starań, aby jego wnętrza i cenne kolekcje olśniewały przybyłych doń gości. Izabella szczególnie upodobała sobie błękit, i dlatego już za życia nazywano ją Błękitną Markizą. Do dziś można ją spotkać, przechadzającą się w błękitnych sukniach po korytarzach lub odpoczywającą w apartamentach. Oprócz Błękitnej Markizy zwiedzający mogą się też natknąć na ducha jej córki – Białej Damy. Julia, mając 18 lat poślubiła Jana Potockiego. Jednak podczas częstych podróży męża, zakochała się bez pamięci w oficerze wojsk rosyjskich – Eustachym Sanguszce. Swemu ukochanemu potajemnie wysyłała miłosne listy. Legenda głosi, że po dziś dzień można ją spotkać na pierwszym piętrze, siedzącą przy zabytkowym biureczku i piszącą list do prasowe10/10 Kościół w Tumie koło ŁęczycyZabytkowa Archikolegiata Najświętszej Marii Panny i Św. Aleksego w Tumie – niewielkiej wsi koło Łęczycy – to z pewnością jeden z najlepiej zachowanych oraz najstarszych przykładów architektury romańskiej w całym kraju. Budowla wzniesiona w XII w. do dnia dzisiejszego zachwyca swoim monumentalnym widokiem, zaś masywna konstrukcja oraz strzeliste, narożne wieże dopełniają jej obronnego charakteru. Co istotne, pomimo burzliwej historii oraz bombardowań w okresie II wojny światowej zachowała swoje unikalne wnętrza w bardzo dobrym stanie, wynikające z przebudowy renesansowe freski oraz gotyckie elementy, jak ostrołukowe arkady. Kolegiata została udostępniona do zwiedzania dla wszystkich chętnych. Ale nie tylko oczywiste walory architektoniczne tego miejsca przyciągają tu mnóstwo turystów. Największą atrakcją są tajemnicze wgłębienia w ścianie wieży, których miał rzekomo dokonać diabeł, przeciwny budowie kościoła na swoim terenie. Legenda głosi, że niegdyś na terenie Łęczycy mieszkał diabeł Boruta, który cieszył się w okolicy złą sławą. Jednak i on uległ – poznał pewną pannę, w której zakochał się po uszy. Pewnego razu ukochana poprosiła go, aby naznosił kamieni pod budowę karczmy. Boruta trudził się i stękał, ale kamienie przywlókł na miejsce. Wbrew pierwotnym planom, zamiast karczmy postawiono kościół. Rozwścieczony diabeł próbował przewrócić budowlę – stąd też wgłębienia. Zdaniem mieszkańców do dziś w okolicach świątyni słychać tętent diabelskich utworzenia: 27 października 2021, 17:47Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie znajdziecie tutaj.
Zamek dawniej zwany "Dunajec" wznosi się nad jeziorem Czorsztyńskim u podnóża Pienin. W dali widać szczyty Tatr. Świetnie zachowana imponująca kamienna budowla to jedna z największych atrakcji turystycznych Małopolski. Irena Szydlak pracuje tu jako przewodnik muzealny. Często odpowiada na pytania turystów o tajemnicę inkaskiego skarbu, ukrytego podobno na zamku. O klątwę ciążącą ponoć nad tymi, którzy skarbu będą szukać. O tajemnicze i tragiczne wypadki, którym ulegali ci, co skuszeni legendą szukali skarbu, lub nawet byli tylko świadkami poszukiwań. Pani Irena niezbyt chętnie odpowiada turystom na pytania, a to z jednego powodu: aby rzetelnie przytoczyć historię, fakty i teorie na temat obecności Inków na zamku w Niedzicy, potrzeba wielu godzin. Podczas oprowadzania turystów nie ma takiej możliwości. A przewodniczka nie chce tej historii spłycać, czy skracać. Jest z nią bowiem osobiście związana… Niedzica - Irena Szydlak na zamkowym dziedzińcu. Historię Inków na zamku zna z opowieści świadka - swojego ojca Franciszka Szydlaka Historia Inków na zamku w Niedzicy bierze swój początek w XVIII wieku. Wtedy to Sebastian Berzeviczy - potomek właścicieli niedzickiego zamku - wyruszył w świat. Przeżywał wiele dramatycznych przygód - jak podają niektóre źródła, przebywał wśród Kozaków, walczył w Indiach z angielskimi kolonizatorami po stronie powstańców, uprawiał korsarstwo, w końcu zapłynął do Ameryki Południowej. Ożenił się tam z Indianką szlacheckiego rodu. Mieli córkę Uminę. W roku 1781 w Peru wybuchło powstanie Indian pod wodzą Tupaca Amaru przeciwko Hiszpanom. Córka Sebastiana Umina poślubiła w tym czasie Andreasa - syna wodza powstańców Tupaca Amaru. Powstanie upadło, a Tupac Amaru i jego bliscy oraz poddani zginęli z rąk Hiszpanów. Krwawe egzekucje miały wyjątkowo brutalny przebieg. Mąż Uminy Andreas po śmierci ojca został zatem pretendentem do tronu Inków. Prześladowany przez Hiszpanów uciekł z Uminą i synkiem do Włoch. Tam został zamordowany przez depczących mu po piętach prześladowców. "Trop w trop za uciekinierami podąża oddział dobrze wyszkolonych komandosów. Inkaska grupa została dobrze prześwietlona. Dzięki uzyskanym wiadomościom ci, którzy kierują operacją, dowiadują się, że znajdująca się wśród uchodźców z Peru kobieta z niemowlęciem, to żona zasztyletowanego przewodnika grupy - bratanka Tupaca Amaru. Teraz ona i jej synek zajmują pierwsze miejsce na liście do likwidacji" - pisze Aleksander Rowiński - dziennikarz i badacz, który 30 lat życia poświęcił na zgłębianie tej historii. Owocem jest wiele publikacji, w tym książka "Przeklęte łzy słońca", poświęcona tematowi Inków w Polsce. Sebastian Berzeviczy chcąc chronić życie córki Uminy i wnuka Antonia ukrył ich na zamku w Niedzicy. Niestety tutaj Umina miała zostać zasztyletowana przez podążających ich śladem Hiszpanów. Według wiedzy Rowińskiego, ocalały synek Antonio to jeden z dwóch pozostałych przy życiu potomków królewskiej dynastii Inków Tupac Amaru. "Juan Bautista (jeden z żyjących członków rodziny królewskiej - przyp. red.) ma lat sześćdziesiąt i żyje na hiszpańskiej uwięzi, Antonio ma niespełna 2 lata i wpisany zostaje, jako ostatni, na hiszpańską listę «znienawidzonej rodziny» do zlikwidowania" (Przeklęte łzy słońca, Aleksander Rowiński). Sebastian wraz z radą emisariuszy Inków miał spisać akt adopcji małego Antonia, by wywieźć dziecko z niedzickiego zamku, ukryć je i w ten sposób uratować mu życie. Małego Inkę adoptowała rodzina Beneszów z Moraw… Zaś złoto Inków - owe łzy słońca - ukryto ponoć w jeziorze Titicaca, a ich część w zatoce Vigo u wybrzeży Hiszpanii. Oraz - jak głosi legenda - na zamku w Niedzicy lub w jego pobliżu nad rzeką Dunajec. Lipiec 1946 roku. Na dziedziniec niedzickiego zamku zajeżdża samochód. Wysiada z niego wysoki postawny mężczyzna. W asyście milicji, straży granicznej i sołtysa Pukańskiego (obecnie już nieżyjącego) rozbito stopień zamkowych schodów i wykopano spod niego ołowianą tubę. Z wewnątrz wydobyto naręcze rzemieni powiązanych w węzełki. Było to kipu - inkaskie pismo węzełkowe. Na trzech złotych blaszkach splecionych z rzemieniami widniały napisy: "Vigo", "Titicaca", "Dunajecz". Mężczyzna przedstawia się jako Andrzej Benesz, potomek Tupaca Amaru adoptowanego przez rodzinę Beneszów. Co do tożsamości mężczyzny nikt nie ma wątpliwości - Andrzej Benesz jest znanym powojennym działaczem politycznym Stronnictwa Demokratycznego. Wskazówki dotyczące miejsca, w którym ukryte było kipu, były ponoć zapisane w jego akcie adopcyjnym spisanym przez Sebastiana i radę emisariuszy Inków. Andrzej Benesz miał odnaleźć dokument w Krakowie, w kościele pw. Świętego Krzyża. Fotografie z wydobycia kipu można oglądać w książce Aleksandra Rowińskiego "Przeklęte łzy słońca". Irena Szydlak tamto zdarzenie zna z opowieści świadka - swojego ojca. Franciszek Szydlak od lat niemal dziecięcych związany był z niedzickim zamkiem, gdzie pracował. Jako kustosz zamku uczestniczył w wydobywaniu ołowianej tuby z kipu. Foto: Onet Niedzica - Irena Szydlak wskazuje miejsce, z którego w 1946 roku wydobyto tubę z kipu - Andrzej Benesz powiedział, że będzie próbował odszyfrować pismo, że zawiezie je do Ameryki Południowej. Nikt więcej pisma nie widział. Później ojciec widział się jeszcze z Andrzejem Beneszem. Ten prosił go, by nie opowiadać o tej historii, by nie nagłaśniać jej, bo rodzina jego ma dosyć już zainteresowania wokół tego tematu - opowiada pani Irena. Gdzie kończy się historia, a zaczyna legenda? Pani Irena nie ma wątpliwości, że mówimy o faktach, nie o legendzie. Niestety, kipu zaginęło. Podczas wydobycia tuby z pismem węzełkowym spisano protokół. Przechowywany był na posterunku milicji w Niedzicy. - Podczas pożaru spłonął - mówi pani Irena. W 1976 roku Andrzej Benesz, wówczas wicemarszałek sejmu, zginął tragicznie w wypadku samochodowym. Wątki rwą się, historia nie ma dalszego ciągu. Aleksander Rowiński podczas wielu lat reporterskiej pracy nad rozwiązaniem zagadki dotarł do świadków i wielu dokumentów. Rzetelnie spisany stań badań nie wystarczył pisarzowi. Dlatego rozpoczął współpracę z Fundacją Instytut Badań Komplementarnych - Tajemnice Wieków, która w ramach realizacji projektu "Inkowie w Polsce" zwróciła się z prośbą o pomoc w rozwiązaniu do… medium. - Jeszcze przed pierwszym wyjazdem do Niedzicy, który miał miejsce wczesną wiosną 2006 roku, medium po długich przygotowaniach udało się nawiązać kontakt z zachowaną energią księżniczki Uminy - czytamy w opisie projektu zawartym na oficjalnej stronie Fundacji Instytut Badań Komplementarnych - Tajemnice Wieków ( Foto: Thinkstock Niedzica - dziedziniec zamkowy - Dla osób, które nigdy nie miały okazji obserwować medium przy pracy brzmi to niewiarygodnie, ale faktem jest, że uzyskane informacje, pozwoliły nam ustalić chronologiczny przebieg wydarzeń i zrekonstruować całą okrutną historię księżniczki, w której uczestniczyła jej rodzina (...) Jak opowiada pani Irena Szydlak, w latach 90. Franciszka Szydlaka na zamku odwiedził Krzysztof Benesz, syn tragicznie zmarłego Andrzeja Benesza. - Chciał rozmawiać z ojcem. Za zgodą dyrekcji udostępnione im zostały na rozmowę komnaty zamkowe. Rozmawiali chyba ze dwie godziny. Potem zapytałam tatę, o czym rozmawiali. Nie chciał mówić, uciekał od tematu. W końcu powiedział: "wiesz, chyba zamknąłem w sobie tę historię". - Rozmawiali o zamku, o całej tej historii, i o skarbie. Pan Krzysztof zapytał tatę, czy jego zdaniem może on być ukryty na zamku. Ale przecież to niemożliwe - zamek tyle razy był rozkopywany, prowadzone były tu badania archeologiczne. Na pytanie pana Krzysztofa ojciec odpowiedział: jeśli nie tu - to tam. "Gdzie?" - zapytał pan Krzysztof. "Będzie się moczyć w jeziorze" - odpowiedział mój ojciec. A były to lata, gdy kończono pracę nad budową zapory nad Dunajcu - opowiada Irena Szydlak. Tama zaczęła spiętrzać wody Dunajca właśnie w tym czasie. Dolina Dunajca została zalana i zapora zaczęła działać w 1997 roku. Obecnie pan Franciszek - świadek tamtych wydarzeń - ma 88 lat. To, co widział, opowiedział córce. Ile w historii Inków na niedzickim zamku jest prawdy, ile legendy? Czy zamek Dunajec był świadkiem dawnych dramatycznych wydarzeń, w których brali udział Inkowie? Wyobraźnię łatwo rozpalić, trudniej zebrać fakty. Jednak te, które są znane, jeszcze bardziej wyobraźnię pobudzają…
Zamek w Niedzicy to średniowieczna budowla położona nad Jeziorem Czorsztyńskim. Jest to jedna z największych atrakcji turystycznych, jakie można obejrzeć nad Dunajcem. W zamku w Niedzicy kręcono dobrze wszystkim znanego "Janosika", "Wakacje z duchami" czy "Zemstę". Jakie atrakcje czekają na turystów w zamku w Niedzicy? Co warto wiedzieć o tym zabytku? Zamek w Niedzicy wybudowany został w XIV wieku w woj. małopolskim. Znajduje się on nad Jeziorem Czorsztyńskim. Z obiektu roztacza się przepiękny widok na ten zbiornik. Pierwotnie zamek w Niedzicy był średniowieczną twierdzą obronną zbudowaną na wzniesieniu nad Dunajcem. Dzisiaj stanowi jedną z najpopularniejszych atrakcji tego regionu. Warto dodać, że zamek w Niedzicy jest jednym z najpiękniejszych zamków w Polsce. Leży niedaleko Pienińskiego Parku Narodowego, do którego turyści tłumnie przyjeżdżają, aby pochodzić po Pieninach czy Trzech Koronach. Co jeszcze warto wiedzieć o zamku w Niedzicy? Zamek w Niedzicy - historiaZamek w Niedzicy, który nazywany jest też zamkiem Dunajec, prawdopodobnie powstał jeszcze w XIV wieku. Wtedy pojawiła się pierwsza wzmianka o tym obiekcie. Pierwotnie należał on do węgierskiego rodu Berzeviczych. Początkowo pełnił on funkcję węgierskiej warowni na granicy z Polską i strzegł traktu handlowego, który łączył te dwa kraje. Zamek przechodził z rąk do rąk węgierskich rodów, a z czasem własność trafiła nawet do rodziny włoskiej. Po I wojnie światowej zamek znalazł się na terytorium Polski, ale aż do 1945 roku pozostał w rękach węgierskiej rodziny łaskawie obszedł się z tym obiektem i do dzisiaj pozostaje on w niemal nienaruszonym stanie. W 1948 roku rozpoczęto prace restauracyjne i częściową odbudowę zamku w Niedzicy. Obecnie właścicielem obiektu jest Stowarzyszenie Historyków Sztuki, które ma tutaj nawet swój Dom Pracy Twórczej z wydzielonym małym hotelem i restauracją. Górne piętra zamku stanowią jego część muzealną, a w baszcie utworzono stację sejsmologiczną Zakładu Geofizyki z największych tajemnic tego obiektu jest to, że po II wojnie światowej podobno odkryto tutaj inkaskie kipu - rodzaj zapisu informacji pismem węzełkowym, które ma zawierać informacje o ukrytym skarbie. Zamek w Niedzicy - legendyZ zamkiem w Niedzicy związana jest dobrze znana legenda. Opowiada ona o ukrytym w tym miejscu skarbie. Skąd miał się tu wziąć? Pod koniec XVIII wieku na zamku w Niedzicy mieli urzędować Inkowie - dokładnie potomkowie Tupaca Amaru II, a także arystokraci, którzy uciekli w te okolice przed hiszpańskimi prześladowaniami. Na tych terenach mieli też przy okazji ukryć część skarbu, który prawdopodobnie miał być przeznaczony do zorganizowania i sfinansowania powstania przeciw II wojnie światowej na zamku w Niedzicy pojawił się Andrzej Benesz, który był jednym z potomków Inków przebywających na zamku w Niedzicy. Mężczyzna w towarzystwie milicji odnalazł pod jednym ze schodów ołowianą tubę, w której schowane było inkaskie kipu, czyli indiańskie pismo węzełkowe. Miało ono zostać rozszyfrowane w Ameryce Południowej, ale nigdy do tego nie doszło. Andrzej Benesz bowiem zginął w wypadku samochodowym w 1976 rok i dalszy ciąg poszukiwań skarbu został wstrzymany. fot. Shutterstock Zamek w Niedzicy - zwiedzanie i atrakcjeZamek w Niedzicy stanowi dzisiaj jedną z największych atrakcji regionu. Turyści chętnie udają się w te strony przy okazji wycieczek w Pieniny. Zaglądają tu też ci, którzy zdecydowali się na spływ Dunajcem i przy okazji chcieliby zaczerpnąć nieco samym zamku znajdują się tzw. komnaty Salomonów, w których można obejrzeć przedmioty z XVI-XIX wieku, ale też archiwalne zdjęcia. Jak w niemal każdym tego typu obiekcie, tak i tutaj znajdują się lochy, w których niegdyś znajdowały się piwnica, ale też sala tortur. Niestety ta część nie jest udostępniona turystom. Za to w górnej części zamku w Niedzicy znajdują się sala myśliwska, izba żupna i izba straży, które spokojnie można odwiedzić. Prócz tego warto wybrać się na okazały taras, z którego roztacza się niesamowity widok. Na dziedzińcu Zamku Dunajec znajduje się duża studnia o głębokości 60 m, a na terenie otaczającym obiekt warto zwiedzić także Wozownię i wspomnieć także o tym, że zamek w Niedzicy to nie lada gratka dla fanów kinematografii. To właśnie tutaj kręcono "Zemstę" na podstawie komedii Aleksandra Fredry z 16-letnią Beatą Tyszkiewicz w roli Klary. Także w zamku w Niedzicy powstawały zdjęcia do popularnego "Janosika" i do filmu "Wakacje z duchami".Zamek w Niedzicy: godziny otwarcia i cennikZwiedzanie zamku w Niedzicy odbywa się o ustalonej godzinie. Z kolei wozownię można obejrzeć przez cały dzień w godzinach otwarcia muzeum, czyli od poniedziałku do piątku, od 9 do 16. Zakupu biletów online można dokonać najwcześniej na 30 dni przed wybraną datą Obecnie, z powodu obostrzeń związanych z pandemią koronawirusa, zamek w Niedzicy pozostaje zamknięty dla zwiedzających. Zanim rozporządzenie z 4 listopada 2020 roku weszło w życie (czyli przed 7 listopada), można było zwiedzać obiekt indywidualnie, przy zachowaniu wszelkich zasad reżimu sanitarnego. Turyści za bilety w kasie mogli płacić kartą, a na terenie zamku musieli mieć zakryte usta i biletów do zamku w Niedzicy:Zamek i Wozownia - bilet normalny 19 zł, bilet ulgowy 14 w Niedzicy: dojazd i noclegZamek w Niedzicy znajduje się w woj. małopolskim, niedaleko Zakopanego i Nowego Sącza. Aby dojechać do zamku Dunajec z Zakopanego, trzeba przejechać ok. 40 km na północny wschód. Natomiast z Nowego Sącza czeka nas ok. 60 km na południowy zachód. Adres zamku w Niedzicy: Zamkowa 2, 34-441 Niedzica-Zamek
duch na zamku w niedzicy